Sony SRS-NS7R
Home / info / Sony SRS-NS7R – test

Sony SRS-NS7R – test

Od czasu gdy w jednym ze stołecznych sklepów założyłem na siebie JBL Soundgear zawsze chciałem przetestować tego rodzaju głośnik. Niestety, nie było ani okazji ani czasu, ale gdy czas się znalazł to JBL Soundgear stał się niedostępny. W związku z tym gdy w kwietniu br. nadarzyła się nowa okazja aby pretestować urządzenie podobne, lecz tym razem od Sony, skwapliwie z niej skorzystałem.

Przedmiot recenzji

Głośnik naramienny Sony SRS-NS7R …

Sony SRS-NS7R

… który dalej dla uproszczenia będę nazywał NS7. Dla mnie osobiście jest to głośnik naszyjny, nie naramienny.

Cel niniejszej recenzji

Powiem od razu i bez ogródek: nie znajdziecie tu opinii o współpracy NS7 z telefonem ani o jakości dźwięku przestrzennego 360. To mnie po prostu nie interesowało i postanowiłem zignorować te funkcje. Natomiast tym co mnie interesowało i na czym się skupiłem było znalezienie odpowiedzi na następujce pytania:

  1. czym w praktyce różni się NS7 od typowych słuchawek Blueotooth jeśli chodzi o jakość brzmienia zwłaszcza podczas słuchania muzyki;
  2. czy NS7 może na stałe zastąpić słuchawki?
  3. jak NS7 spisze się pod wz kwestii zasięgu gdy będę poruszał się po mieszkaniu podczas gdy telewizor będzie nadawał wiadomości; do tej pory moje słuchawki traciły zasięg w krańcach mieszkania;
  4. czy komfort użytkowania jest wyższy od typowych słuchawek (to miało dla mnie duże znaczenie bowiem noszę okulary i tradycyjne słuchawki wokółuszne po pewnym czasie zbyt mocno uciskają zauszniki znajdujace się pod uszami.

Konstrukcja

NS7 to dwukanałowy zespół głośników, w którym do dyspozycji mamy 2 małe szerokopasmowe przetworniki oraz 2 membrany bierne.

Sony SRS-NS7R
źródło: Sony

Membrany bierne promieniują nie tylko do góry, lecz także w dół w stronę obojczyków.

Sony NS7 passive raditor grille
kratkę pod membraną bierną widać tylko na spodzie obudowy NS7

Ma to spore znaczenie dla osiągnięcia efektu „masowania i dreszczyku”, ale o tym później.

Pierwsze wrażenia odsłuchowe

Na codzień używam słuchawek Sony WH-1000XM3, w związku z czym porównanie z nimi będzie nieukniknione. Otóż przesiadka na NS7 daje zupełnie inne doświadczenie.

Pierwszą rzeczą, która daje znać o sobie jest zupełnie inna, znacznie szersza scena dźwiękowa. W przeciwieństwie do słuchawek, gdzie dźwięk zdaje się koncentrować w głowie lub przy uszach, tutaj mamy wrażenie, że wykonawcy nas … otaczają. Ba, w niektórych utworach odniosłem wrążenie, że mały wokalista stoi gdzieś na moim obojczyku i śpiewa mi prosto do ucha.

Po drugie, daje też o sobie znać inne zjawisko: zmienność sceny dźwiękowej w zależności od położenia, pochylenia i ruchów głowy. To wynika z samej konstrukcji głośnika NS7, który spoczywa na karku i nie zmienia swego położenia wraz z głową, jak typowe słuchawki z pałąkiem na głowie.

Sony SRS-NS7R
źródło: Sony

Odsłuch utworów muzycznych

Jakość brzmienia różni się od ww. słuchawek i to znacznie. Dźwięk nie jest tak spójny i zwarty jak w słuchawkach – wprost przeciwnie: jest rozłożysty, nieco „rozcieńczony”, po prostu bardziej „eteryczny”. Co ciekawe, potrafi przy tym zagrać głośno i potężnie.

Najważniejszą różnicą pomiędzy NS7 a tradycyjnymi słuchawkami jest przekazywanie basowych drgań na obojczyki, szyję, kark i cały ten obszar, z którym styka się obudowa głośnika. Efekt jest niesamowity, niemal nieziemski, a w przypadku mocnego basu drgania potrafią być tak głębokie, że zdają się wnikać głęboko w ciało. Przyznam, że czasem mi się zdawało, że aorty i żyły w szyi zaczynają mi po prostu wibrować. Uczucie jest niesamowite i nieosiągalne dla słuchawek – nigdy też go nie doświadczyłem podczas odsłuchu kolumn głośnikowych. Te wibracje przenoszone na ciało słuchacza to chyba największa, obok poszerzonej przestrzeni, różnica pomiędzy NS7, a typowymi słuchawkami.

Ze względu na inną zasadę działania oraz brak bezpośredniego kontaktu z membraną ucha, jakość brzmienia jest bardzo odmienna od słuchawek, zwłaszcza zamkniętych. Oto garść reflakcji na temat poszczególnych zakresów pasma:

wysokie tony: niezłe, ale brakuje im rozdzielczości, szczegółowości, szlifu i wyrafinowania, co jest konsekwencją zastosowania takiego, a nie innego głośnika; wysokie tony oczywiście są, ale wydaje się, że zostały nieco „podrasowane” elektronicznie; można je w pewnym zakresie dostosować korektorem dostępnym w aplikacji (pomimo tego, w trakcie testu używałem płaskich ustawień).

środek: całkiem niezły, klarowny, zrozumiały, bez irytujących podbarwień np. od nadmiernie rozdętego i podbitego basu.

bas: dość zaskakujący – nie tak dobry jak ze słuchawek, ale gra całkiem nieźle do ok. 100Hz, a potem następuje dość gwałtowny spadek.

Już pobieżna analiza częstotliwościowa (frequency sweep) wykazała, że do 100Hz jest całkiem nieźle, a poniżej tej częstotliwości następuje stromy spadek charakterystyki. Od 50Hz praktycznie nic nie słychać.

Uwaga! Pomiar od 160Hz w dół.

Sony NS7 bass response

Przyznam, że w dużym stpniu przypomina to możliwości niektórych telewizorów. Ciekawe, nieprawdaż?

Zobaczmy teraz jak NS7 poradził sobie z reprodukcją dźwięku w konkrentych, wymagających utworach:

  • Dura (Daddy Yankee) odtworzył dwa pierwsze pomruki basowe, ale trzeciego najniższego w 0:16 już niestety nie; ocena 4/5;
  • My New Swag (utwór ze ścieżki dźwiękowej do filmu Crazy Rich Asians): syntezowany bas w 0:33 jest, ale nie tak potężny i przekonujący jak np. w WH-1000XM3: ocena 3,5/5;
  • Something Just Like This (Coldplay): w 0:28 całkowicie wykastrował dźwięk z niskiego basu; ocena 3/5;
  • Pink Panther Theme: świetnie oddane basowe „kroki skradającej się pantery” (od 0:04); niestety sekcja dęta zabrzmiała nieprzekonywująco isztucznie, ale to już opisany wyżej problem z reprodukcją tonów wysokich; ocena 3/5;
  • Axel F: dół całkiem nieźle, ale góra znowu bez przekojącego szlifu i wykończenia; bardzo dobra przestrzenność i efekt dźwięku przeskakującego z jednej strony głowy na drugą (od 1:13); ocena 3,5/5;
  • Dreaming of the Crash (pierwszy utwór ze ścieżki dźwiękowej do filmu Interstellar): dobrze oddane podmuchy wiatru, deszcz i szum morza; gorzej z basem – niskie tony od 1;54 są, wprowadzają niezwykłe wibracje u podstwy szyi, ale brak niezbędnego pulsowania, bez którego ten utwór wiele traci; mimo to crescendo od 2:51 oddane całkiem nieźle; ocena 3,5/5;
  • Morphine (Haxhigeaszy): bas całkiem niezłu ale brak mu „mięsa” i „drajwu”; ocena 2,5/5;
  • No Sanctuary Here (wersja Mariana Herzoga): niski, poteżny bas od 0:33 został całkowicie wykastrowany, przez co utwór stracił swój charakter; wysokie nazbyt matowe, bez blasku i sznytu; przełączenie się na WH-1000XM3 pokazuje jak wiele tracimy; ocena 1/5;
  • Blinding lights (Weeknd): świetna przestrzenność, ale brzmieniu brakuje energii, mocy, drajwu; ocena 2,5/5.

Często odnosiłem wrażenie, że równowaga brzmienia została przesunięta jest w stronę wysokich tonów. Ale, jak już wspomniałem, w aplikacji dostępny jest korektor.

Wygoda użytkowania

Tu wiele zależy od parametrów fizycznych słuchacza, czyli mówiąc bez ogródek jak gruba jest twoja szyja. Rostaw ramion w najwęższym miejscu to 10 cm.

Komfort termiczny

To cecha, która może zaskoczyć wielu. Otóż umieszczony wewnątrz obudowy wzmacniacz powoduje nagrzewanie się prawego ramienia NS7  w jego spodniej części. Poniższy termogram przedstawia NS7, który grał przez kilka minut leżąc na biurku.

Sony SRS-NS7R

Po założeniu na szyję temperatura wzrosła, ale nadal nie przekraczała granicy komfortu.

Sony SRS-NS7R

Testy przeprowadzałem w kwietniu przy temperaturze w pomieszczenia ok. 20-21 st. C. Jak widać prawa strona nagrzała się, ale było to tylko przyjemne ciepełko, które nie parzyło, lecz rozgrzewało prawą stronę szyi. A jak sytuacja będzie latem po długim odsłuchu tego nie wiem, ale warto wziąć pod uwagę fakt, ze w przeciwieństwie do typowych słuchawek NS7 oddziaływuje na nas także „termicznie”.

Zasięg

Z NS7 możemy się łączyć na dwa sposoby:

  1. sparować go bezposrednio ze smartfonem lub telewizorem;
  2. sparować goz dołączonym nadajnikiem WLA-NS7.

Jeżeli skorzystamy z opcji nr 2; efekt będzie znakomity. Moim zdaniem zasięg dołączonego do zestawu nadajnika jest świetny i przewyższa wszelkie telewizory, jakie do tej pory testowałem. Mogłem bez problemu chodzić po całym 60-metrowym mieszkniu bez utraty łączności.

Zasięg to jedna z największych zalet duetu NS7 + WLA-NS7.

Zalety

  • więcej niż akceptowalne brzmienie
  • niesamowite wibracje basu
  • brak nacisku na uszy
  • brak pocenia się uszu
  • świetny zasięg
  • wielozakresowa korekcja tonalna w aplikacji

Wady

  • zmiana jakości brzmienia wraz ze zmainą położenia glowy
  • brak przycisku natychmiastowego wyciszania
  • zbyt twarda obudowa
  • trochę się grzeje z prawej strony
  • zbyt cięzki przy dłuższym użytkowaniu
  • wysoka cena w stosunku do możliwości

 

Podsumowanie

Chociaż NS7 nie jest produktem dla wymagającego i bezkompromisowego audiofila, ma wiele zalet. Pod względem jakości brzmienia na muzyce słuchawek raczej nie zastąpi, ale do słuchania wiadomości, programów publicystycznych czy filmów nadaje się bardzo dobrze. Moim zdaniem NS7 może być ciekawą alternatywą dla tych użytkowników, dla których użytkowe wady słuchawek są nie do zaakceptowania.

Od siebie dodam jeszcze jedno: niecierpliwie czekam na NS8 czy N7 mk II, niezależnie od tego, jak będzie się ten głośnik nazywał w przyszłości. Sony powinna bezwględnie rozwijać i udoskonalać ten ciekawy produkt, bowiem ma on wiele zalet i oferuje to, czego słuchawki zaoferować nie mogą: wolność od nacisku na uszy, brak ich pocenia się, efekty przestrzenne czy przekazywnie muzycznych wibracji bezpośrednio na ciało słuchacza.

Co Sony powinna poprawić w NS7 2.0?

  1. zmniejszyć masę urządzenia;
  2. zmniejszyć grubość bocznych ramion aby odsunąć je od szyi na większy dystans;
  3. przekonstruować wzmacniacz tak, aby zmienić miejsce generowania ciepła, tak aby nagrzewała się nie spodnia strona NS7, lecz jego górna część, która nie styka się z szyją.

TCh

Od czasu gdy w jednym ze stołecznych sklepów założyłem na siebie JBL Soundgear zawsze chciałem przetestować tego rodzaju głośnik. Niestety, nie było ani okazji ani czasu, ale gdy czas się znalazł to JBL Soundgear stał się niedostępny. W związku z tym gdy w kwietniu br. nadarzyła się nowa okazja aby pretestować urządzenie podobne, lecz tym razem od Sony, skwapliwie z niej skorzystałem. Przedmiot recenzji Głośnik naramienny Sony SRS-NS7R ... ... który dalej dla uproszczenia będę nazywał NS7. Dla mnie osobiście jest to głośnik naszyjny, nie naramienny. Cel niniejszej recenzji Powiem od razu i bez ogródek: nie znajdziecie tu opinii o…

Sony SRS-NS7R

ocena ogólna

niezły, choć ciut za drogi

Nie zastąpi ani słuchawek, ani głośników, ale zaoferuje to, czego tamte zaoferować nie mogą: wolność od nacisku na uszy, co docenią zwłaszcza okularnicy. Polecam, choć raczej po osobistym wypróbowaniu.