Home / felietony / Ridley Scott kłamie w żywe oczy twierdząc, że telewizory OLED to chała

Ridley Scott kłamie w żywe oczy twierdząc, że telewizory OLED to chała

Jakiś czas temu podano informację, że Ridley Scott, słynny reżyser znany z takich przebojów filmowych jak Łowca Androidów (Blade Runner), Gladiator, Prometeusz czy, choćby ostatnio, Marsjanin, ma przygotować film reklamujący zalety telewizorów OLED firmy LG. Film ten, zatytułowany, Northern Lights, czyli “Północne światła”, został właśnie udostępniony w serwisie YouTube na kanale LG Global.

Z dużą niecierpliwością czekałem na ten film. Nie znając jego tytułu nie wiedziałem, czy nowe dzieło Scotta będzie impresją na temat Prometeusza, czy też klipem może z elementami Obcego 2 lub Łowcy Androidów. Zakładałem, że niezależnie od tego jaką tematykę wybierze Scott, wszystko i tak będzie podlane gęstym sosem mrocznych scen, które miałyby reklamować fenomenalnie absolutną i rewolucyjnie rewelacyjną zawartość czarnego w czerni widoczną tylko i wyłącznie na ekranach najnowszych telewizorów OLED. Spodziewałem się też paru szybkich scen i eksplozji rodem z Marsjaniana, a tu … bryndza. W najnowszym klipie Scotta nic nie wybucha, nikt nie strzela, a wszystko dzieje się raczej w żółwim tempie.

Zamiast fajerwerków mamy spokojną narację, zamiast grozy niemalże rodzinną atmosferę, zamiast mroku kawałek historii telewizji i nawiązanie do życiorysu pracownika firmy … Kodak (jednego z wynalazców technologii OLED). Dopiero w połowie klipu (1:24) pojawia się wreszcie sam mistrz, który mówi:

“Recently I viewed some of my films on OLED TV and I was stunned. As you may know, some of them have been set in space and what I saw was exactly how it should look …”

W luźnym tłumaczeniu znaczy to mniej więcej:

“Ostatnio obejrzałem na telewizorze OLED kilka swoich filmów i zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Jak zapewne wiecie, akcja niektórych z nich toczy się w kosmosie, a [na telewizorze OLED] zobaczyłem je dokładnie tak jak powinny wyglądać …”

Muszę przyznać, że w 100% zgadzam się z powyższymi słowami. Primo, tylko telewizory OLED są w stanie pokazać absolutną, czyli prawdziwą czerń. Secundo, dzięki tej rewelacyjnej czerni tylko OLED-y mają praktycznie nieskończony kontrast. Tertio, w coraz większej liczbie studiów filmowych masteringu filmów dokonuje się właśnie na monitorach OLED (na przykład Sony BVM-X300). Oglądając filmy na OLED-zie LG jesteśmy bardzo, bardzo blisko tego, co widział reżyser (choć z pewnością na innym OLED-zie). No dobrze, skoro zgadzam się z Mr Scottem to w czym problem? Ano, jak zwykle, problem tkwi w szczegółach. Wszystko byłoby w porządku gdyby pan Scott zakończył swoją wypowiedź na słowach “zobaczyłem je dokładnie tak jak powinny wyglądać”. Niestety, zaraz po tych słowach dodał:

… that is how it looks in the theater.

… co po naszemu znaczy:

… czyli tak jak wyglądają w kinie.

Hola, hola Panie Scott! Serio? Are you sure? Jeśli dobrze zrozumiałem, użył Pan słowa “theater”. Wiem, że jest Pan Brytyjczykiem. Wiem, że na wyspach “kino” to “cinema”, natomiast Amerykańce za wielką wodą w łykendy chadzają do “movie theater”. Mówiąc “how it looks in the theater” miał Pan zapewne na myśli “kinową jakość obrazu”. Oznaczałoby, że przekaz Pańskiego filmu ma być mniej więcej taki:

Ridley Scott twierdzi, że OLED zapewnia kinową jakość obrazu.

Naprawdę? OLED to kinowa jakość obrazu? Nie, po prostu nie mogę w to uwierzyć!

Panie Scott, ja wiem, że kina w Polszcze to nie to samo co kina w Anglii i Stanach. Wiem, że Wy macie i 4K w kinach, i lepsze projektory, i organizacje, jak np. THX, stojące na straży jakości obrazu i wydające kinom odpowiednie certyfikaty. Wiem, że konkurencja pomiędzy kinami jest u Was większa i nie ma u Was raczej miejsca na takie haniebne i nagminne praktyki w polskich kinach jak np. wydłużanie okresu pracy lamp projektorowych albo celowe obniżanie jasności obrazu w celu ograniczenia zuzycia lamp (z koszmarnie negatywnym skutkiem dla jakości obrazu). Znam najlepsze polskie kina, byłem też w kinach w Londynie i Los Angeles i nikt mi nie wmówi, że obraz nawet w najlepszego projektora ma taką samą czerń i kontrast jak w telewizorach OLED. Jest to po prostu niemożliwe przy obecnym stanie techniki. Kontrast on/off lub ANSI jest w kinach wielokrotnie niższy niż w średniej klasy telewizorach LCD, a czerń tyle samo razy jaśniejsza, czyli po prostu gorsza. Jakże zatem może Pan mówić, Panie Scott, że OLED, którego czerń ma najczęściej zerową luminancję (czyli w ogóle nie emituje światła) i (w praktyce) nieskończony współczynnik kontrastu zapewnia “kinową”, czyli “chałową” jakość obrazu? Przecież jakość obrazu to oprócz kolorów i odwzorowania ruchu także, a raczej przede wszystkim, kontrast. A czy w kinach, nawet posiadających najlepsze projektory, mamy nieskończony kontrast jak OLED-ach? Oczywiście, że nie! OLED gra zupełnie w innej lidze!

W swojej karierze zawodowej przeprowadziłem pełne testy pięciu telewizorów OLED, w tym efemerydowego OLED-a KE55S9 firmy Samsung. Ostatnio spędziłem  ponad miesiąc testując w komfortowych warunkach dwa najnowsze OLED-y LG – 55EG910V (Full HD) i 55EG960V (4K). W żadnym z tych telewizorów nie zauważyłem jasnej czerni i kiepskiego kontrastu typowego dla obrazów kinowych – wprost przeciwnie! A zatem, z całym szacunkiem Panie Scott, jeżeli ktoś, taki jak Pan, twierdzi, że OLED-y zapewniają “kinową jakość” obrazu, to albo nie wie o czym mówi, albo nie mówi … swoimi słowami.

Samsung KE55S9
Samsung KE55S9, czyli OLED, ktory nie wypalił

Panie Scott, znam dobrze Pański dorobek filmowy. Mam w swojej kolekcji wiele Pańskich filmów, w tym moje ulubione, lecz rozjechane przez krytykę Królestwo Niebieskie oraz Prometeusza (z którego wiele scen, jak np. 34 minuta 11 sekunda, wygląda prawidłowo tylko i wyłącznie na OLED-ach). W związku z tym, ponieważ jestem daleki od posądzania Pana o złą wolę, skłaniam się ku wiariantowi nr 2. Inaczej mówiąc, uważam, że kontrowersyjne słowa o “kinowej jakości OLED-ów” nie pochodzą po prostu od Pana, Panie Scott.

Wiem, że realizacja reklamowego klipu dla czołowej firmy z sektora elektroniki użytkowej to ciężka harówa. Ponadto, dzieło zamówione u światowej klasy reżysera musi kosztować. Przypuszczam, że LG za całą kampanię reklamową zapłacił Panu, Panie Scott, wieleset tysięcy zielonych. Domyślam się, że przy tworzeniu scenariusza pomagali Panu, Panie Scott, marketingowcy LG. Podejrzewam, że mieli oni większy lub mniejszy, ale mimo wszystko realny wpływ na to co, kiedy i jak Pan, Panie Scott mówi na ekranie. Tylko dlaczego, do kroćset, zgodził się Pan, Panie Scott, wypowiedzieć słowa, które nie pochodzą od Pana? To właśnie “kinowa jakość obrazu OLED-ów” rujnuje cały przekaz!

Szkoda, wielka szkoda Mr Scott. Pocieszam się, Panie Scott, że jest to pierwszy Pański klip o OLED-ach LG, a jak wiadomo “big things have small beginnings”.

I jeszcze jedno Panie Scott. Muszę wyznać, że nie oglądałem jeszcze Pana najnowszego i wielokrotnie nagradzanego fimu Marsjanian. Chce Pan wiedzieć dlaczego? To z szacunku dla Pańskiego kunsztu. Specjalnie i z premedytacją nie poszedłem na Marsjanina do kina, aby tragicznie niski kontrast i fatalna czerń nie zepsuła mi tego filmu. Zamiast tego obejrzę go sobie spokojnie w domu, na skalibrowanym telewizorze, zaraz po tym jak kurier przyniesie mi paczkę z płytą Blu-ray. Chyba nie muszę Panu dodawać, panie Scott, na czym będę oglądał ten film? No dobrze, powiem Panu. Na pewno nie będę go oglądał z “kinową” jakością, ale na pewno będę oglądał na OLED-zie.

PS. Drogi Panie Scott! Muszę wyznać, że z powodu tytułu tego felietonu gryzie mnie trochę sumienie. Mówi mi ono: “Oj przesadziłeś kolego, przesadziłeś”. Zgoda. Przesadziłem. Ale quod scripsi, scripsi.