Home / felietony / Nie wierzę w oledowy HDR. Przynajmniej na razie.

Nie wierzę w oledowy HDR. Przynajmniej na razie.

Ostatnio bardzo modnym wśród producentów słowem jest HDR. Dla tych, którzy nie są na bieżąco tłumaczę pokrótce, że chodzi o szeroki zakres dynamiki wyświetlanego obrazu (ang. high dynamic rage). Co to znaczy w praktyce? Ano tyle, że telewizory mają teraz móc świecić jak oszalałe: zamiast typowych 200 kandeli na metr (400 w topowych kontrukcjach) mamy mieć pińć razy więcej.

Powstaje pytanie po co? Ano po to, by telewizorek mógł nas niemalże … oślepić. Serio. Producenci telewizorów chcą aby telewizorowe słońce dawało niemal tak samo ostro po oczach jak jego prawdziwe promienie w rzeczywistości – ma to podnieść nasze doznania na jeszcze „wyższy poziom”.

Na ostatnich targach IFA firma LG pokazała pierwszą na żywo transmisję sygnału HDR z satelity – wyglądało to jak na zdjęciu poniżej.

LG HDR live

Przyznaję – nie widziałem oledowego ha-de-era na własne oczy. Dlaczego więc jestem sceptykiem pisząc w tytule „nie wierzę w oledowy HDR”? Otóż HDR to nie tyle kwestia wiary, ale pomiarów. Mierząc ostatniego OLED-a jaki gościł w moim pokoju testowym zmierzyłem maksymalną jasność rzędu 400 cd/m2. Do minimalnego, naprawdę minimalnego HDR-u potrzeba jednak co najmniej 800 kandeli, a najlepiej pełnego 1000. Problem w tym, że telewizorów, które mogą wyświetlić obraz o tak wysokiej jasności w zasadzie nie ma. Topowe Samsungi SUHD z serii JS9500 nie osiągają nawet 500 kandeli i to dodajmy na specjalnych materiałach HDR przygotowanych przez producenta (fragmenty filmów Exodus i Życie Pi, które zapewne przed Świętami będą puszczane w sklepach). Jedynym telewizorem, który podobno sięga mitycznego progu 1000 kandeli jest flagowy, 75-calowy Sony KD-75X9405C za … 40 tysięcy złotych.

No dobrze, ale jak z OLED-ami? Może najnowsze modele świecą mocniej od starszych? Szczerze mówiąc – wątpię. Z zakulisowych przecieków z IF-y wiem, że najnowsze OLED-y LG mają maksymalną jasność rzędu 500 kandeli. To zbyt mało na HDR. Być może pierwszy OLED Panasonica (TX-65CZ950) pójdzie kroczek dalej, ale nie wierzę, że OLED-y, które mają zaimplementowane w sobie działające aktywnie, plazmopodobne układy chroniące panel przed wypaleniem były w stanie osiągnąć więcej. Nawet gdyby to potrafiły, to z pewnością ucierpiałaby na tym żywotność wyświetlacza.

Muszę jednakże przyznać, że naprawdę chciałbym się mylić. Połączenie absolutnej czerni OLED-ów i wysokiej jasności maksymalnej mogłoby być naprawdę fantastyczne. Problem w tym, że jak nie zobaczę, a raczej jak nie zmierzę, to nie uwierzę! Taki to już ze mnie niewierny Tomasz.

Tomasz Chmielewski